Powinniście mnie znienawidzić za te rzadkie notki.
Ale może z nienawiści wystarczy, że ostatnio sama siebie nienawidzę. Miałam bardzo dużo kłopotów, pokłóciłam się z pewną osobą na której bardzo mi zależało i jest nie do odkręcenia. Bywa. Muszę jakoś przeżyć.
poza tym miałam sporo innych kłopotów i nie było już siły ani chęci na notkę.
No to notka jest teraz.
Przede wszystkim - wybrałam się na koncert The Rolling Stones. Szarpnęłam się na VIP-owski bilet i nie żałuję tego, ale mogłam w sumie wybrać przednie sektory na płycie.
Z tym, ze rodzice oprotestowali płytę, że mnie tam zadepczą, bla bla bla i dostałam pozwolenie tylko jeśli będę w sektorze bezpiecznym. W sumie co mnie to - ich kasa, ich problem.
Koncert był MAGICZNY. Niesamowity. Obłędny! :D
Keith Richards 100000000000 razy lepszy na żywo niż z płyty.
Stonesi w ogóle duuuużo lepsi na żywo!!!!!!!!!!!!
Cały czas stałam, a że siedziałam (taaak :D) w pierwszym rzędzie, to widziałam Keitha i Micka praktycznie z odległości 2-3 metrów. Poza tym jeszcze widziałam ich jak wjeżdżali na koncert, bo wjeżdżali tą samą bramą którą ja wchodziłam i nawet nam pomachali (mi też :D).
Nawet teraz czuję te emocje, aż mną trzęsie, mam ochotę śmiać się i podskakiwać jak głupia.
Na koncercie było ZAWALIŚCIE - nawet deszcz nie przeszkadzał aż tak bardzo - prawdę powiedziawszy niewiele osób zauważyło że coś pada.
Refleksja z koncertu: chcę-jeszcze-raz.
Cały czas mam nadzieję (to jakiś obłęd) że pojadę jednak jeszcze raz - najbardziej chciałabym do Dublina, bo tam supportem dla Rolling Stonesów będzie GUNS N' ROSES!!!
Niesamowicie byłoby zobaczyć Gunsów (nawet, jeśli bez Slasha) i Stonesów jednego dnia, ale to marzenie ściętej głowy - tak daleko starzy nie puszczą mnie samej, bilety są po 350 euro + dojazd i nocleg w Dublinie = megapieniądze. Czyli że pomarzyć sobie mogę.
Ojciec mi powiedział, że jak już będę zarabiała takie pieniądze, żeby utrzymać siebie, kupić sobie samochód i mieszkanie i jeśli mi jeszcze zostanie na koncerty, to sobie będę mogła latać.
Na argument że oni są już starzy i że jak mnie będzie stać to już dawno nie będą koncertować, o ile jeszcze będą żyć (odpukać, niech nam żyją 300 lat!) - stwierdza że mam pecha i problem, ale to nie jest jego problem.
ha ha ha.
a pani w rzędzie za mną powiedziała o Richardsie "On wygląda jak jaszczurka!"
hmmmm :-/
jak dla mnie to nie wyglądał jak jaszczurka.
dobra, koniec wrażeń koncertowych.
Gem, jeśli jeszcze czasami tu wpadasz to odezwij się do mnie na nowe gg 3798115, co? bo tamto stare gg już nie działa.
K.
ps. matura - wbrew moim obawom - zdana śpiewająco i już jestem studentką :D niestety - na angielskiej uczelni :-/ ale to zawsze coś. Może jakoś przetrzymam 3 lata na wygnaniu, a za PL już tęsknię :(
ps2. szablon tymczasowy, bo tamtego nie ma, i źle się czyta - dlatego dopóki nie zrobię nowego to będzie ten.
Ale nie martwcie się, nowy zrobię najpóźniej w październiku.
Matura mnie zabije.
Gitary spod warstwy kurzu już nie widać.
wrócę jak zdam ten popieprzony egzamin zwany maturą. O ile go zdam, bo jeszcze się nie zaczęłam uczyć.
Do Sumik: nie jesteś za stara żeby się nauczyć. Na to się nigdy nie jest za starym ;-) nie akceptuję w ogóle podejścia "jestem za stary/za stara żeby spełnić swoje marzenia" - chcesz coś robić to to rób! ;-)
Co do grania - jestem samoukiem. Trochę pomagał mi kumpel, ale wiesz jak to jest. Podpowiedział mi 'cośtam' i tyle ;-)
Ja też nie byłam na koncercie powiem Ci na pocieszenie ;-) starsi (nietoperze :P:P:P) mnie nie puścili bo miałam beznadziejne świadectwo.
I tak nie było Slasha ;-) ale co mi tam - next time pojadę, jak nie w Polse to za granicą.
NO, to wrócę po maturze. Pod warunkiem że nie dostanę świra albo mnie starzy nie zabiją za oblanie :P
Ahoj ;-)
Witajcie, wróciłam ;-) notki oczywiście nie było ZA DŁUGO, ale wszystko dlatego, że najpierw wszystko sypało mi się na głowę, potem byłam za granicą, potem musiałam się poukładać z nowym rokiem szkolnym, a że matura za pasem to wiadomo.... na dodatek coś ten rok dla mnie jest beznadziejnie lipny. Po prostu stwierdzam, że życie się na mnie uwzięło z całych sił :-/ dobra, ale to nie jest miejsce do jęczenia.
gitarowo trochę się rozwinęłam - ciągle nie mam wzmacniacza, ale generalnie gram już szybciej, sprawniej i trochę bardziej ze słuchu niż wcześniej. I zaczynam sobie radzić z wiecznie rozstrajającym się mostkiem tremollo w moim elektryku. Jeszcze nie miałam przyjemności natomiast zmieniać strun, ciekawe czy mi się uda ;-) i tak się dziwię, że tak długo wytrzymały i ciągle wszystkie żyją... no bo w końcu mam mojego kochanego elektryka już ponad rok! :D
co do koncertu G'n'R... nawet nie chcę wspominać. Czerwiec 2006 to był jeden z najgorszych miesięcy w moim życiu. Strasznie pokłóciłam się ze starymi i nie mogłam pojechać na koncert, który był zajebisty. Nie mogę sobie wybaczyć, chyba wszyscy byli - tylko jak zwykle nie ja.
na marsz wczoraj też mnie nie puścili.
bez komentarza. podobno mam 18 lat :-/
Urodziny Slasha też były ;-) sto lat sto lat :)
na dzisiaj to tyle. W najbliższym czasie spróbuję coś nagrać na dyktafon jak gram i Wam tu wrzucić ;-)
a na dzisiaj wystarczy. mam strasznie zły humor. to zdecydowanie nie jest mój rok :/
Witajcie po kolejnej przerwie
od dłuższego czasu nie miałam czasu pisać nic, bo w szkole mocno cisną, że nawet na granie mało czasu zostaje.
Pare dni temu, a konkretniej we wtorek przeżyłam niesamowitą rzecz :D mianowicie grałam na najprawdziwszym GIBSONIE LES PAUL :D otóż mój kumpel taką gitarę sobie zakupił i kiedy wpadłam do niego na chwilę dał mi pograć na tym cudzie ;-) wyszły moje wieeeeeelkie braki w grze i dostałam od kumpla kilka dobrych wskazówek, które sprawiły że granie wprawek stało sie dużo łatwiejsze (co nie znaczy, ze już pokochałam wprawki :P).
nie mniej jednak zmotywowało mnie i przez ostatnie 3 dni grałam po 3 albo 4 godziny ciagiem. a we środę prawie cały dzień. palce mi prawie odpadły :P
niestety nie zanosi się na to, bym kupiła cokolwiek przed wrześniem, kiedy to wrócę z Anglii. a i to, że wtedy coś kupię nie jest pewne. Do Anglii oczywiście nie jade na wakacje tylko do pracy, bo mam bardzo ciężką sytuację z jedym z moich zwierzaków w domu i obawiam się że szarpnie mnie za kieszen na kilka dobrych tysięcy, których po prostu nie mam. co oznacza, że muszę je jakoś zarobić.
nie chce mi się wierzyć, że w Polsce zarobię tyle przez 2 miesiące. a już na pewno nie po tym, jak samoobrona zajęła ministerstwo pracy.
narazie siedzę tutaj, strasznie boję się wyjazdu do Anglii. ale przeciez tylko 2 miechy a potem wrócę i kupię sobie coś. wzmacniacz albo coś innego - kumpel mi pokazywał i oczywiście mówił jak to sie nazywa, ale nie pamiętam: taki panel, który ma imitacje kilkudziesięciu wzmacniaczy, kupę efektów i w ogóle, mozna to podpiąc do komputera, wieży, zwykłego radia, słuchawek itp. i nie jest takie bardzo drogie. na pewno wiecie o co chodzi.
pierwszy raz w życiu nie mogę się doczekać września.
a poza tym robię prawo jazdy. słuchajcie - przejeździłam 5 godzin samochodem i JESZCZE NIKOGO NIE ZABIŁAM! :D
i nie rozbiłam samochodu. jestem z siebie dumna :]
dobra, zbieram sie do nauki. i do grania.
no i jestem. nie było mnie nie było bo straszliwego pecha miałam - zaraz po nadgarstku złamałam po kolei 3 palce i dopiero teraz wracam sobie powolutku do grania z przerazeniem stwierdzając ze NIC nie pamiętam.
co do grania cudzych solówek - wydaje mi się, ze duzo łatwiej jest nauczyć się trafiać w te dźwięki na gitarze w które chcesz trafić wiedząc wcześniej jak ma wyglądać to co chcesz zagrać. radość jak coś zaczyna przypominać piosenkę którą usiłujesz zagrać jest niesamowita :) nie mniej jednak nie oznacza to ze całe życie spędze na graniu cudzych solówek... ale nie zmienia to faktu że cudze bardziej mi sie narazie podobają niż moje improwizacje :-D
boże, jak dobrze znowu grać :D juz niedługo relacja z tego jak mi idzie - postaram sie tym razem już niczego nie złamać ;-)
a piec juz miałam kupić... ale kasę musiałam spożytkować na coś innego - niestety :-/ no cóż, co sie odwlecze to nie uciecze... mam nadzieję...
MAM GITARĘ !!! :D
MAM TEGO ZAJEBISTEGO JACKSONA :D
lezy na łóżku u mnie w pokoju i przez to w domu jest całkowite zachwianie równowagi bo nikt nie moze teraz wchodzić do pokoju. żyję w lęku że coś się stanie mojemu super zajebistemu sprzętowi :P
najlepsze ze oczywiście "nie wszystko na raz" co oznacza mniej więcej to ze nie mam jeszcze wzmacniacza. :-/ jutro ide sprobować go pożyczyc, chociaż strasznie czarno to widzę bo a) kto mi kurde pożyczy wzmacniacz?
i b) jak ja to cholernie wielkie pudło które zamierzam pożyczyc przytaszczę do domu?!
nieistotne. pomartwię sie jutro.
ale doświadczenia z grania na mojej gitarce przecudownej są nie do opisania. Gitara jest wyjebana w kosmos :D
jutro fotki ;-)
papapa :*
aaaa ale jestem happy :D